
Dlaczego znowu mnie to spotyka? Dwutygodniowe ferie to zdecydowanie zbyt mało, żebym mógł odpocząć od tej jebanej szkoły i całej tej zgrai, tysiąca parszywych mord, których wcale nie mam ochoty oglądać. Niemniej jednak jakaś cząstka mnie ma dość siedzenia na dupie i obijania się przez 24h na dobę. Oczywiście jutro mi przejdzie.
Jaki jest plan na poniedziałek? Wstać, przeżyć, położyć się spać. Dobry plan! Zawsze świetnie mi wychodzi. Ważne, żeby w międzyczasie dobrze się bawić. Czy moje myślenie jest błędne? Pewnie tak, ale przecież jeszcze jestem młody, głupi… cóż… zwisa mi to
.
Mam ochotę podróżować. Chciałbym wyjechać. Może Ameryka? Może Południowa? Pomyślcie tylko. Zbudować sobie szałas gdzieś na obrzeżach Amazonki i żyć z dala od tej paskudnej cywilizacji. A chuj. Po prostu pójdę jutro do szkoły.
Dzisiejsza pogoda to jedno wielkie nieporozumienie. Obudziło mnie mocno grzejące słońce, sprawiało wrażenie, jakby tłukło mi się do okna i krzyczało „wpuść mnie, wpuść mnie do środka!”. No to wpuściłem, poczułem się jak w siódmym niebie. Myślę: „wreszcie idzie upragniona wiosna, będzie super, oby szybko”. Minęły 2 lub 3 godziny i co? Słońca ani widu, ani słychu, za to zaczęło konkretnie piździć śniegiem. Pani Zima najwidoczniej nie wie kiedy zejść ze sceny i zamierza stoczyć z Wiosną jeszcze nie jedną batalie. Najbardziej cierpimy na tym my, bo kto lubi, kiedy pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, a słupek rtęci skacze w rytm do jakiejś dobrej techniawy? Dobrze myślicie – nikt.
No dobra, dość pierdolenia. Czas na papierosa. Wszystkim życzę miłego dnia, a żeby nie było, że robię to od niechcenia, to spróbuję się do tego przyczynić. Na poprawę humoru
.