Minęło trochę czasu, odkąd napisałem ostatni post. Ale dobra, to nie moja wina!
, znaczy moja, ale nie całkiem, więc chyba w sumie jestem niewinny. Przejdę do rzeczy, ostatnio wogóle nie mam czasu, napór problemów, obowiązków czy pracy mnie strasznie przytłacza, nie wiem co się ze mną dzieje, ciągle jestem zmęczony, ostatnio ostro bawię się z używkami ( i nie chodzi tu o alkohol ;P). Swoją drogą obecny tryb życia mi nie odpowiada, jest trochę przestawiony na nietoperza, w dzień lubię przesypiać parę godzin, w nocy śpię krótko, po 4 godziny. Gdy budzę się rano, co rzadko mi się zdarza, mam kompletny szum w głowie, moje oczy są zmęczone i niewyspane, nie cierpie tego stanu, po obudzeniu się mam ochotę zasnąć, bo ciągle mam przeczucie że ten i kolejny dzień będzie bezsensownym, ale jednak przełamuję swoją słabość i jakoś udaje mi się wybrać do szkoły. Po krótkim czasie udaje mi się ogarnąć swój ciężki stan. Wychodzę z domu, z myślą że mogę się spóźnić na busa, tymbardziej że bus będzie na przystanku za 3 minuty. Gdy już wsiąde do busa, zaczynam myśleć o tym co mnie spotka w szkole, i bywa że to same czarne myśli. Szkoła, może być ciężką dla zdrowia psychicznego instytucją, dla mnie jest. Po przybyciu do niej dowiaduję się samych strasznych rzeczy, kartkówka, sprawdzian, zadanie, odpowiedź ustna z polskiego. Moje nerwy słabną, i tracę chęć dalszego przebywania w szkole. Nie raz muszę opuścić lekcję w ciągu dnia, żeby się uspokoić, wyluzować, zamknąć swoją głowę na problemy. Ciągle coś zdaję, dostaje 1 albo marne 2 maksymalnie 3. Po szkole załatwiam swoje sprawy (przykro mi ale tym się nie podzielę, przcież też mogę mieć swoją tajemnicę!) Powrót do domu, o Boże już 20:20 a ja od 7 stoję na nogach, muszę coś zjeść, z szybkością dźwięku pochłaniam obiad, i co? Idę spać! Zawsze wstaję po paru godzinach, bywa że o 23:00, i zaczynam naukę lub robię inne rzeczy, mimo lekkiego zmęczenia nie chce mi się spać. Siedzę tak do 3 w nocy albo i dłużej, i potem padam na łóżko, śpię te parę godzin, i znów wstaję wymięty. I jak tu nie być zmęczonym życiem? Wiele osób mówi że jestem leniwy, ale taka jest moja natura, chcę żyć w zgodzie z nią, i mam w dupie opinie innych. Dobra kończe, muszę się uczyć, nie chcę pisać komisa z fizyki, byłaby to dla mnie osobista tragedia, hah ale jestem ambitny!
Archiwum autora: joint4fun
Ja nie śpię, ja pracuję!
Moje postanowienie…
Piszę ten post tydzień po feriach. Przejdę do rzeczy i faktów, które spotkały mnie w szkole i poza nią. Każdy poniedziałek przyprawia mnie o mdłości, szczególnie po dużej dawce wolnego czasu oraz dawce zielonych wdechów co drugi dzień. Z niedzieli na poniedziałek nie spałem, nie mogłem zasnąć, właściwie to nie wiem czemu. Praktycznie od 1 w nocy do 6 rano słuchałem muzyki, później wstałem i odwiedziłem kuchnię, spotkałem matkę, ta się zdziwiła temu iż stoję na nogach o absurdalnej porze do wstawania dla mnie
. Jej zdziwienie mnie śmieszyło, coś jeszcze do mnie mówiła, ale ja jej już nie słuchałem, tylko zrobiłem sobie kawę i kanapki, po czym poszedłem do toalety sie ogarnąć. Po wszystkich czynnościach wyszedłem z domu, kierowałem sie na przystanek, po czym udałem się do szkoły. Na miejscu, uświadomiłem sobie, że do dupy się czuję. Moim jedynym celem od samego rana, był powrót do domu. Można rzec, że mam słabą motywację, albo nie… wogóle nie mam motywacji. Dzień jakoś zleciał, ogólnie nic się nie działo. Wróciłem do domu, nie robiłem nic szczególnego. Poszedłem spać, kolejna noc, która była ciężka do przespania. Zasnąłem po godzinie bezczynnego leżenia. Sen ten nie był przyjemny, miałem koszmar, przez który obudziłem się z krzykiem o 5 rano. Przespałem 2 godziny, po czym wstałem, znów kompletnie wyjebany. Mamy wtorek! Świetnie, byleby do piątku. Muszę teraz przyznać, że nie pamiętam co się działo we wtorek, zapomniałem. Mój tydzień, według, stylu życia jakim się kieruję zaczyna się w środę, na praktykach zawodowych które mam na popołudnie. Jak to się zaczęło? Powiem, że kupiłem coś do palenia. 1 sztuka na 2 graczy, z lufek, poszedłem się uwalić z kumplem do jakiejś piwnicy w bloku. Włączył się ten stan, na praktykach nic nie robiliśmy, no w sumie robiliśmy, jaraliśmy
, poza tym udało mi się przekabacić nauczycielke, i wypuściła mnie i kumpla pół godziny wcześniej
. Lecz środa nie skonczyła sie na szkole, lecz na piciu wódy z bratem o 23:00 w nocy, piłem po dużej ilości spalonych lufek, byłem tak zmiażdżony… Czwartku nie pamiętam, wiem że byłem skacowany i miałem wszystko w dupie, dziś znów ustawiłem się na flaszkę z bratem. Jakoś przeżyłem ten dzień, i skończyłem go pijąc wódkę od północy do 2 w nocy. W piątek wstałem, czułem jeszcze fazę, moje lewe oko było prawie zamknięte, białka całe przekrwione, twarz blada, wargi popękane, i jeszcze ten susz w gębie i ból głowy. Ogarnąłem się jakoś i poszedłem do tej szkoły. Na miejscu dostałem w ryj, za to że wstawiłem zdjęcie łysiny typa z mojej klasy na facebook’a. Ogólnie to miałem to w dupie. I znów wysiedziałem struty w szkole do 13:00, po czym udałem się na jointa i piwo, i znów się nawaliłem. W sumie od środy do dzisiaj, albo pije albo palę, i to w pokaźnych ilościach. I jakoś nie dawno przypomniałem sobie pewne postanowienie, brzmiało ono następująco: “w tym tygodniu nie jarasz i nie pijesz, starasz się otrzeźwieć”. Reasumując te wszystkie fakty, olewam to… i moje postanowienie to nie mieć postanowień, żyć wyobraźnią, nie zasadami
i jarać!!!